Pora na ostatni już tam
trylogii o świecie bez miłości.

„No
jasne. to właśnie robią ludzie w tym chaotycznym świecie, świecie wolności i
wyboru: odchodzą, kiedy chcą. Znikają, wracają, potem znowu znikają. a Ty
zostajesz z tym sam i musisz się jakoś pozbierać.”
W tej części znów
spotykamy się z Haną. Jest już po zabiegu i niedługo ma wyjść za nowego
burmistrza Portland. Lecz mglista przeszłość narzeczonego daje jej wiele do
myślenia. Mieszka w Portland w którym dopiero co postawiono wielkie mury,
opływa w luksusach takich jak prąd, jedzenie czy nawet dach nad głową podczas,
gdy większość miasta tonie w ciemnościach i umiera z głodu. Hana z początku śledzona
przez rodziców i przyszłego męża, którzy obserwowali każdy jej krok, powoli
wznosi ponad skutki zabiegu oraz kontrolę ze strony bliskich. A Lena jest
tylko mglistym wspomnieniem, jak dawno
zapomniany sen…
„Taka
jest właśnie przeszłość: unosi się, potem osiada i gromadzi warstwami. Jeśli
się straci czujność, pogrzebie cię.”
Ruch oporu zaczyna się zbierać i postanawia zaatakować
jawnie i dać popalić rządowi orz całemu Zombieland. Calem staje się Portland. Czy
Lena da rade w swoim rodzinnym mieście? Co się stało z jej rodziną po ucieczce?
Co się stało z Grace? Czy przeżyje spotkanie z duchami przeszłości? Wkrótce ścieżki
dwóch dawnych najlepszych przyjaciółek znów się zetną. Jak będzie wyglądało to
spotkanie? Zdecydowanie nie tak jak większość z was je sobie wyobraża.
W tej książce mamy do
czynienia z podwójną narracją, Hany i Leny. Moim zdaniem jest to świetne
pokazanie nam że żaden z dwóch światów- Głusza, czy Zombieland- nie są idealne
oraz nie mają żadnych wad.

Hana snuje swoją bezemocjonalną historyjkę o wspaniałym
życiu i przygotowaniach do ślubu. Ukazuje jakie spustoszenie wywołało w
ludziach życie bez uczuć. Natomiast w wypowiedziach i opowieści Leny można
dostrzec wiele emocji i uczuć. Dziewczyny stały się symbolami swoich światów-
Lena pełna emocji jest odzwierciedleniem Głuszy i odmieńców, natomiast Hana bez
uczuć i po zabiegu- Zombieland.
Ich nagłe spotkanie
pokazuje czytelnikom, że nie są to już dwie uczennice, dwie najlepsze przyjaciółki
które dostrzegamy w „Delirium” . Są to dwie kobiety, których nagłe zejście
ukazuje jak bardzo dorosły w tak krótkim czasie.
"Tylko ludzie, którzy mają coś do ukrycia, robią tyle
szumu o zachowanie prywatności."
Mimo, że to książka o miłości, „Requiem” w
przeciwieństwie do barwnego, uczuciowego „Pandemonium”, nie miało takiej palety
uczuć. W tej części stery przejęła walka i bunt.
Jednak największym
problemem, według mnie, w „Requiem”, nie jest brak uczuć, bohaterowie czy coś
jeszcze innego. Moim zdaniem jest to zakończenie, nie wiem czy jest to coś w
stylu otwartej bramy „na wszelki wypadek” dla autorki, czy zakończeniem które
ma dać czytelnikom szanse samodzielnego dokończenia losów bohaterów. Liczyłam,
że jako ostatnia część końcówka przerośnie te z dwóch poprzednich części i będę
dosłownie zbierać szczękę z podłogi. Liczyłam na mocny akcent jak w poprzednich
częściach po których usiadłam i tylko w kółko powtarzałam pytania „jak?” i „dlaczego?”.
Tutaj niestety nie miałam takiej szansy.

Moja ocena: 8/10
~Tris